Nadchodzi technologia 5G. Będziemy hiperpołączeni, czyli ultranarażeni

calendar_today2019-09-27folderCiekawostki /  Komunikacja

- Prognozowanie jest trudne, zwłaszcza jeżeli chodzi o przyszłość - ironizuje Xavier Alamán, ekspert od sztucznej inteligencji. - Jestem jednak przekonany, że telefony komórkowe znikną w ciągu dekady.

Uruchomieniu technologii sieci 5G towarzyszą obietnice: niewiarygodnej prędkości ściągania danych, masowej łączności pomiędzy wieloma urządzeniami, bezpiecznych autonomicznych pojazdów czy zdalnych operacji chirurgicznych. Firmy technologiczne już po raz kolejny zapowiadają nadejście next big thing, wielkiego wydarzenia, które wszystko zmieni (i dzięki któremu przy okazji nowe innowacyjne produkty zaleją światowe rynki).

Wedle obietnic nadejście 5G otworzy wrota do nowych światów – rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości. Z drugiej strony nie należy zapominać o drugiej stronie 5G: na hiperpołączonej planecie zagrożenia hackingiem, szpiegostwem i nieograniczoną kontrolą ludzi przez koncerny i rządy staną się realne.

NIECH ŻYJE 5G, MESJASZ NOWEJ ERY, KTÓRY MA WKRÓTCE SIĘ NARODZIĆ

Entuzjazm związany z pojawieniem się nowych komunikacyjnych „autostrad”, którymi popłyną nasze dane, jest skutecznie obudowywany górnolotnymi epitetami. Dotyczy to śpiewki technologicznych korporacji, operatorów i innych przedstawicieli rynku, w których mniemaniu 5G jawi się jako kolejny już game changer – innowacja, która zmieni wszystko. A może to tylko marketingowe hasła mające na celu głównie wprowadzanie na światowy rynek nowych produktów, nakręcenie naszego pożądania?

Uruchomienie technologii 5G zwiastują już kampanie marketingowe. Zapowiadają chirurgów, którzy w czasie rzeczywistym w sposób zdalny i za pomocą robota będą w stanie operować pacjentów z innego kontynentu; inteligentne gospodarstwa, w których sianie, podlewanie i żniwa dzięki przetwarzaniu danych o glebie i pogodzie będą odbywały się z zaskakującą wydajnością i precyzją, oraz autonomicznych samochody dzielące się informacjami w ciągu milisekundy, które ostrzegą nas, że za zakrętem czeka oblodzona jezdnia.

Na razie telenowela otaczająca tę nową techgorączkę nie zaczyna się źle. Występują w niej przywódcy mocarstw biorących udział w wojnie handlowej, która w rzeczywistości stanowi walkę o dominację nad światem; są obietnice niespotykanej prędkości transferu, no i korzystne perspektywy dla każdego, kto chce być hakerem nowej ery. Witamy w hiperpołączonym świecie.

W tym świecie nasze ściągnięcie filmu będzie trwało sekundę. Czas pomiędzy wysłaniem wiadomości a jej nadejściem wyniesie jedną milisekundę (obecnie od 40 milisekund do jednej dziesiątej sekundy). Piąta generacja telefonii komórkowej pozwoli wreszcie opracować systemy, które spowodują m.in. automatyczne hamowanie samochodu, jeśli zaistnieje taka potrzeba. Wkrótce pojawią się miliony różnych urządzeń – smartfonów, maszyn i czujników, które bez wpływu na zasięg sieci będą mogły się ze sobą połączyć w czasie rzeczywistym. Ale na razie wszystko to jeszcze przed nami – współczesne sieci komercyjne funkcjonujące w krajach Zachodu wciąż bazują na rozwiązaniach 4G. Piąta generacja bowiem zostanie zrealizowana nie wcześniej niż w 2021 r.

Przesyłanie danych odbywać się będzie za pomocą pasma wysokiej częstotliwości, wszędzie będą anteny – na latarniach czy budynkach publicznych – a po nowych „transferowych autostradach” będą krążyć ogromne ilości danych. Ułatwi to dostęp do gier online, w których osiągnięcie pożądanego wyniku aktualnie jest możliwe jedynie z domu. Powstaną inteligentne fabryki, w których wszystkie maszyny produkcyjne podzielą się informacjami, a pewnego dnia – i to już niedługo – drony wyręczą kurierów w dostawach do domów.

A pogotowie ratunkowe? Wyobraźmy sobie wypadek w porcie w Walencji. Służby ratownicze będą w stanie wysłać drona, który przesyłając obrazy w czasie rzeczywistym, pozwoli na natychmiastową ocenę sytuacji. Inteligentne światła drogowe zmienią kolor na zielony, aby ustąpić miejsca karetkom. Po przybyciu na miejsce policyjny radiowóz będzie mógł rozlokować własną sieć 5G, jeśli obszar utracił zasięg (network slicing – przywracanie wysokiej jakości komunikacji w określonym miejscu w ciągu kilku sekund). Jak podkreśla Jaime Ruiz Alonso, inżynier telekomunikacji i badacz w Nokia Bell Labs, „czas reakcji jest kluczowym elementem ratowania życia”.

49-letni Ruiz Alonso dobrze wie, o czym mówi. Dwa lata temu na własnej skórze doświadczył pożaru lasu w Sierra de Gata w Estremadurze – i przekonał się, na czym polega przeprowadzanie akcji ratowniczej w warunkach całkowicie przerwanej łączności, bez dronów, które pozwoliłyby uzyskać informacje bez narażania życia strażaków. W efekcie rozpoczął w zespole ds. innowacji w Nokii prace nad protokołami, które zagwarantują odzyskiwanie łączności w nagłych przypadkach. Opracował model oparty na technologii 4G, ale podkreśla, że wszystko będzie łatwiejsze dzięki piątej generacji; „5G umożliwi lokalizowanie użytkowników, sprawdzi, czy są np. uwięzieni w środku płonącego lasu”.

BRAMA DO INTERNETU RZECZY

Zakłada się, że połączenie 5G i sztucznej inteligencji jest bramą do osławionego „internetu rzeczy” (ang. IoT). Wyobraźmy sobie spacer ulicami inteligentnego miasta w okularach lub słuchawkach podających nam imię osoby, z którą się właśnie przelotnie spotkaliśmy i którą chcielibyśmy zapamiętać. Istotne dla nas informacje natychmiast pojawią się przed naszymi oczami lub będą szeptane do naszych uszu. – Zaczniemy żyć w rzeczywistości mieszanej, nazywanej również rozszerzoną – przewiduje Xavier Alamán, profesor informatyki i sztucznej inteligencji na Uniwersytecie Autonomicznym w Madrycie.

Czekając na autobus w obcym mieście, dzięki naszym inteligentnym okularom będziemy mogli zobaczyć, dokąd jedzie i czy jego trasa wiedzie obok szukanego adresu. „Ciężko jest cokolwiek przewidzieć, szczególnie jeżeli chodzi o przyszłość – ironizuje Alamán, parafrazując słowa przypisywane fizykowi Nielsowi Bohrowi – ale myślę, że za 10 lat telefony komórkowe znikną”.

Alamán, 57-latek z Kordoby, jest entuzjastą Microsoft HoloLens, okularów przypominających gogle narciarskie, które swoim użytkownikom pozwolą wejść w interakcję z projekcjami wizualnymi w 3D. Będą ich używać np. mechanicy, którzy będą mogli zobaczyć wizualizację wnętrza silnika reperowanego pojazdu. Już w nieodległej przyszłości takie okulary pozwolą nam wyświetlać na rzeczywistych obiektach (np. na wagonie kolejowym) wirtualny ekran kinowy, na którym będziemy mogli oglądać filmy (w rozdzielczości znacznie przewyższającej możliwości obecnych tabletów), a równolegle z boku będą nam się wyświetlały wiadomości z WhatsAppa.

– Jeśli wszyscy przerzucą się na tego typu urządzenia, świat zmieni się nawet bardziej niż po wprowadzeniu telefonii komórkowej – twierdzi Alamán. Ludzie będą żyć w cyberśrodowisku, które łączy rzeczywistość z wirtualnością. Istne szaleństwo, które miało miejsce trzy lata temu w madryckim parku Retiro za sprawą polowania na wirtualne figurki Pokemon Go, to blady przedsmak tego, co niedługo nadejdzie. Prędkości 5G (oraz 6G, nad którym prace już trwają) są kluczem do realizacji tego rodzaju fantazji. Po okularach przyjdzie czas na soczewki kontaktowe. Czasy chodzenia po ulicy ze wzrokiem wlepionym w ekran telefonu przejdą do historii.

Jednak nie brakuje też głosów krytyki, które ostrzegają przed niepokojącymi skutkami ubocznymi.

KOREA POŁUDNIOWA – POLIGON 5G

Prestiżowy magazyn technologiczny „Wired” w marcu ub.r. podjął się odważnej prognozy nadchodzącej epoki. Nazwał ją „mirrorworld” – „lustrzany świat”. Zaoferuje on platformę technologiczną, która w całości powiela świat rzeczywisty, proponując nam jego wirtualną wersję. Dzięki przystosowanym do rozszerzonej rzeczywistości urządzeniom chirurg podczas przeprowadzania operacji na naszej wątrobie będzie mógł zobaczyć jej replikę w 3D. Dzięki specjalnym goglom będziemy mieli szansę np. podziwiać, jak dany budynek wyglądał w latach 30., zanim został zbombardowany podczas wojny.

Perspektywy oferowane przez wearables, czyli „technologie do noszenia” – okulary, zegarki, słuchawki – to coś, na co stawia wiele firm, wśród nich Samsung. W czerwcu ten koreański gigant zaprezentował swoją strategię 5G na konferencji prasowej w Korei Płd. Seul jest jednym z najbardziej wychylonych w przyszłość ośrodków, które rozdają karty w grze o system globalnej telekomunikacji. Korea Płd. jest jednym z czterech krajów, które na serio uczestniczą w wyścigu o 5G. Plasuje się zaraz za USA i Chinami oraz dorównuje Japonii.

Koreańska stolica to miasto wieżowców i korków ulicznych, gdzie ludzie poruszają się samochodami z przyciemnionymi szybami. W ciągu dnia w ucieczce przed upałem i powietrzem złej jakości szukają schronienia w klimatyzowanych centrach handlowych, gdzie beztrosko wprowadzają w ruch swoje karty kredytowe. Słoweński filozof Slavoj Żiżek opisał to jako „uosobienie technologicznego kapitalizmu doprowadzonego do poziomu absurdu: pracować do wyczerpania, aby konsumować tak, jakby jutra nie było”.

W tym szóstym co do wielkości mieście świata telefon komórkowy działa bardzo szybko, do 820 megabitów na sekundę – to trzykrotnie szybciej niż standardowe połączenie w Madrycie. To w Seulu Dong Jin Koh, prezes i dyrektor generalny Samsung Electronics, oświadczył, że „infrastruktura 5G będzie siłą napędową czwartej rewolucji przemysłowej”.

Ma rację: połączenie 5G i sztucznej inteligencji zmieni dosłownie wszystko. „Internet rzeczy skomunikuje ze sobą ludzi, domy, fabryki, biura, miasta i całe narody”. Jego zdaniem w ciągu najbliższych trzech-czterech lat dostrzeżemy zmiany o większej skali niż w całej ostatniej dekadzie.

Siedziba firmy Samsung znajduje się w Sewon, 80 km od Seulu. Składa się z wieżowców i długich, przeważnie pustych alejek z wyjątkiem krótkiej przerwy przeznaczonej na posiłek. Tutejsi pracownicy wyrabiają stachanowskie normy. 30 tys. ludzi ma w Sewon wszystko, czego potrzebuje, aby nie musieć wracać do domu w celu innym niż sen: stoły do ping-ponga, klub judo, sale przeznaczone na rozwój najróżniejszych hobby, basen…

Znajduje się tu także pokazowy Dom Internetu Rzeczy zarządzany przez urządzenia mobilne. Klimatyzacja jest obsługiwana z samochodu za pomocą polecenia głosowego jeszcze przed dotarciem do domu. Drzwi otwierają się wtedy, gdy wykryją telefon właściciela. Za pośrednictwem lodówki możemy puścić muzykę, sprawdzić prognozę pogody lub obejrzeć zdjęcia dnia. W salonie na 98-calowym telewizorze będą wyświetlane twarze osób, które właśnie pukają do drzwi, lub streaming z zewnętrznego monitoringu.

Samsung twierdzi, że w ciągu pierwszych 87 dni od premiery sprzedał w Korei milion telefonów 5G. Sieć 5G została uruchomiona już w sześciu miastach. Za góra trzy lata obejmie cały kraj.

AMERYKA BOI SIĘ CHIN

Według szacunków piąta generacja telefonii komórkowej do 2035 r. wygeneruje wpływy w wysokości 12 bilionów dolarów. Wiele podmiotów działających w sektorze mówi o nowej fazie industrializacji, kolejnej rewolucji przemysłowej.

Rozwój tej nowej technologii doznał poważnego ciosu 16 maja ub.r., kiedy to prezydent Donald Trump podpisał zarządzenie zakazujące amerykańskim podmiotom sprzedaży towarów i usług chińskiej firmie Huawei, wiodącemu na świecie dostawcy sieci 5G.

Amerykanów niepokoi to, że kanały komunikacyjne, którymi będą krążyć ogromne ilości danych i od których będzie zależała infrastruktura krytyczna, są projektowane przez obce mocarstwo. Zakazowi towarzyszyło oskarżenie, że chińska technologia zawiera „tylne drzwi” sprzyjające szpiegostwu. „Nigdy nie dostarczono dowodów, nie przytoczono konkretnych faktów ani nie toczył się żaden proces sądowy w tej sprawie – zapewnia Tony Jin Yong, dyrektor wykonawczy Huawei. – Blokada prywatnej firmy, która utrzymywała ścisłe relacje biznesowe z amerykańskimi firmami, jest krótkowzroczna”.

Huawei jest obecne na rynkach 170 krajów i podpisało już 50 umów z operatorami na całym świecie. Ponadto Chińczycy podkreślają, że jako pierwsi udostępnili swoim klientom kompleksową sieć 5G. Mają tylko garstkę rywali, którymi są: Nokia (Finlandia), Ericsson (Szwecja), Samsung (Korea Płd.), DoCoMo (Japonia) i ZTE (Chiny). Na całym świecie oferują bardzo konkurencyjne ceny. Wszystko to według Yonga budzi podejrzenia, że Huawei jest narzędziem w wojnie handlowej między USA a Chinami. „Jeśli nie jestem w stanie z tobą konkurować i cię pokonać, to cię odetnę” – mówi zirytowany Yong. Jego firma zanotowała 30-proc. spadek sprzedaży telefonów komórkowych w samej tylko Hiszpanii w pierwszym tygodniu po kryzysie wywołanym przez Trumpa.

Badacz świata cyfrowego Jewgienij Morozow, który niedawno opublikował zbiór esejów „Kapitalizm wielkich technologii”, pisze: „Każdy rozsądny może łatwo zauważyć, że USA, aby uzyskać przewagę w negocjacjach handlowych, są skłonne zastosować wymuszenie”. Morozow nie wyklucza istnienia „tylnych drzwi” w technologiach Huawei, ale dodaje: „Prawdopodobieństwo, że to urządzenia i akcesoria przybywające z USA mają »tylne drzwi«, jest jeszcze wyższe. Amerykanie już od lat podsłuchują nasze rozmowy telefoniczne i jest to skandal, którym Europa powinna się zainteresować. Technicznie rzecz biorąc, martwienie się o szczelność naszych sieci nie ma sensu, ponieważ są one szpiegowane: jasne jest, że NSA [amerykańska agencja wywiadowcza] ma sposób na ich monitorowanie”.

Przyszłość jest jeszcze bardziej niepokojąca. Chociaż eksperci twierdzą, że sieci 5G są a priori bezpieczniejsze niż ich poprzednicy, to samo zwielokrotnienie milionów anten i proporcjonalny do tego wzrost urządzeń podłączonych do internetu rzeczy zaoferuje kolejne niezliczone możliwości hakowania. „Im więcej technologii wykorzystujemy, tym bardziej jesteśmy podatni na zagrożenia” – mówi David Barroso, ekspert ds. bezpieczeństwa komputerowego.

Barroso, założyciel CounterCraft, firmy cyfrowego kontrwywiadu, której produkty skierowane do rządów i dużych firm służą oszukiwaniu cybernapastników, zapewnia, że zagrożenie powstanie przede wszystkim z powodu fali urządzeń, które przemysł wystawi na sprzedaż bez niezbędnych zabezpieczeń. Jak sam twierdzi, to już ma miejsce: każde nowo podłączone urządzenie (samochody, lodówki, zainstalowane w domu kamery internetowe, urządzenia z kategorii intelligent virtual assistant) ma kartę SIM; czasami producenci instalują łatwe hasła dla administratorów, aby uzyskać do nich dostęp bez komplikacji. Jednym słowem: wszyscy jesteśmy w grupie ryzyka.

Jeśli ktoś uzyska dostęp do systemu sterującego autonomicznym autem, łatwo będzie można upozorować wypadek. Nie wspominając już o sterowaniu samolotem.

Gilles de Kerchove, europejski koordynator ds. walki z terroryzmem, opublikował raport, w którym ostrzega przed ryzykiem znacznie bardziej niebezpiecznych form terroryzmu będących skutkiem uruchomienia sieci 5G i postępów w rozwoju sztucznej inteligencji. Zgodnie z jego raportem komputery kwantowe – jeśli powstaną – będą mogły odszyfrować wszelkie dane, połączone ze sobą urządzenia mogą zdalnie zwrócić się przeciwko nam, a biologia syntetyczna pozwoli na kreowanie wirusów poza laboratoriami.

Kontrowersje wokół słabych punktów sieci 5G prowokują również debatę, czy oddanie krytycznej infrastruktury w ręce prywatne, niezależnie od ich pochodzenia, jest dobrym pomysłem.

Peter Bloom, założyciel projektu Rhizomatica, który wdraża alternatywne sieci w odległych lub odizolowanych miejscach, twierdzi, że problem z 5G polega na tym, iż nie koncentruje się ono na ludziach, ale na maszynach. To one komunikują się ze sobą, a nie my. „Kiedy ludzie nie są już w centrum uwagi systemu komunikacji – uważa – w naturze sieci zmienia się coś fundamentalnego”.

Im więcej technologii wykorzystujemy, tym więcej problemów rozwiązujemy – to prawda, ale także tworzymy kolejne. Hiperłączność jest promowana hasłami o łatwości dostępu, sprawnej komunikacji i nowych udogodnieniach. Ale im więcej jest urządzeń i im więcej informacji udostępniamy, tym bardziej będziemy bezbronni i tym więcej będzie możliwości monitorowania nas, podglądania nas, a zatem i manipulowania nami.


Źródło: http://wyborcza.pl/naszaeuropa/7,168189,25215025,nadchodzi-technologia-5g-bedziemy-hiperpolaczeni-czyli-ultranarazeni.html

Fot. Clara Margais / AP Photo

Skontaktuj się z nami

keyboard_arrow_up